Krótka odpowiedź: na samej domenie duzi operatorzy zarabiają najmniej. Zarabiają na tym, co dzieje się po pierwszym roku: na odnowieniu w cenie kilkukrotnie wyższej od rynkowej, na dopłatach za rzeczy, które u innych są w standardzie, i na tym, że wyjście jest niewygodne albo płatne. Jedna z firm, które teraz przenoszę, płaciła w ten sposób około 3 200 zł rocznie za domeny, pocztę i serwer (cały rachunek rozpisałem tutaj). Firmy, które przeniosły się do mnie, płacą potem najwyżej 450 zł netto rocznie, razem z obsługą kilku skrzynek.
Nie wymieniam nazw. Opisuję chwyty, a rozpoznasz je w swoim cenniku w dziesięć minut. Wszystkie pochodzą z publicznych opinii klientów, z regulaminów, które każdy może przeczytać, i z faktur firm, które do mnie trafiają.
Telefon, który odbieram najczęściej
„Panie Darku, za tę domenę płaciłem 123 zł. Teraz przyszło 260. W zeszłym roku u kogoś innego widziałem ponad 300. Za to samo. O co tu chodzi?"
Chodzi o to, że cena domeny u dużych operatorów nie jest ceną domeny. Jest ceną pakietu, w którym domena jest tylko etykietą, a reszta to pozycje, których nikt nie zamawiał: utrzymanie DNS, obsługa domeny „zewnętrznej", pakiet startowy, odnowienie po nowym cenniku. Hurtowa opłata rejestru za .pl to 50 zł netto rocznie i ona się nie zmienia. Wszystko powyżej jest decyzją operatora, nie kosztem.
Chwyt 1: tania rejestracja, drogie odnowienie
Domena .pl kosztuje rejestratora 50 zł netto rocznie, bo tyle pobiera rejestr NASK. To jest podłoga, poniżej której nikt nie zarabia. Rynkowe odnowienie mieści się zwykle w przedziale 60-99 zł, a u najdroższych operatorów potrafi sięgać 200-300 zł netto za tę samą domenę.
Dlatego domena „za 9 zł" nie jest tania. Jest kredytowana: pierwszy rok to koszt pozyskania klienta, który wraca z nawiązką przy każdym kolejnym.
Sam to przeszedłem jako klient. Mój rachunek u takiej firmy zaczynał się od około 400 zł rocznie, a po kilku latach wynosił około 1 500 zł. Wtedy się wyprowadziłem.
Jak sprawdzić: w cenniku szukaj wyłącznie kolumny „odnowienie" albo „przedłużenie". Cena rejestracji nie ma znaczenia, bo płacisz ją raz w życiu, a odnowienie płacisz co roku przez najbliższe dziesięć lat.
Chwyt 2: domena tylko w pakiecie
Klienci opisują sytuacje, w których nie da się przedłużyć samej domeny: żeby ją odnowić, trzeba wykupić albo utrzymać usługi, których się nie używa. Domena bywa też sprzedawana wyłącznie w zestawie z hostingiem albo z „pakietem startowym".
To nie jest awaria systemu. To konstrukcja: pojedyncza pozycja, którą chciałbyś zapłacić, jest niedostępna osobno.
Jak sprawdzić: zaloguj się do panelu i spróbuj przedłużyć tylko domenę, bez niczego innego. Jeśli się nie da, już wiesz.
Chwyt 3: dopłata za DNS i certyfikat
DNS to nie dodatek. To mechanizm, dzięki któremu domena w ogóle wie, gdzie stoi strona i dokąd ma iść poczta. Bez działającego DNS-u domena jest wpisem w rejestrze i niczym więcej.
Bywa jednak sprzedawany osobno, pod nazwami w rodzaju „DNS anycast" albo „premium DNS", z argumentem o szybkości i odporności, często razem z DNSSEC (podpisem, który potwierdza, że wpisy domeny są prawdziwe). Argument jest prawdziwy, tylko że u wielu dostawców dokładnie taki DNS jest w cenie i kosztuje zero. Płacisz więc za coś, co gdzie indziej jest standardem.
Przykład z faktury firmy, którą teraz przenoszę (kwoty brutto): domena .com.pl w pakiecie „bezpieczna domena” (DNSSEC i DNS Anycast) kosztuje 295 zł rocznie. U tańszego rejestratora odnowienie tej samej domeny to około 53 zł.
Z certyfikatem SSL (kłódka przy adresie strony) jest podobnie. Dziś jest darmowy i odnawia się sam, a na tej samej fakturze widnieje płatny certyfikat za 185 zł co pół roku, czyli około 370 zł rocznie. Do tego dla domeny, która tylko przekierowuje na główną stronę.
Chwyt 4: karzą Cię za domenę kupioną gdzie indziej
To jest chwyt, o który klienci pytają mnie najczęściej. I ten, który najbardziej boli, bo dotyka ludzi, którzy próbowali zrobić dobrze: kupili domenę taniej u tańszego rejestratora, a hosting zostawili u dużego.
I wtedy okazuje się, że za trzymanie tej „obcej" domeny u siebie duży operator też sobie liczy. Pozycja na fakturze nazywa się różnie (parkowanie domeny, utrzymanie domeny zewnętrznej, obsługa DNS dla domeny spoza oferty, pakiet DNS), ale mechanizm jest jeden: płacisz dodatkowo za to, że domena nie została kupiona u nich.
Na fakturze firmy, którą teraz przenoszę, taka osobna usługa DNS dla domeny spoza oferty kosztuje w tym roku 12 zł w promocji, a zwykle około 100 zł rocznie. To więcej niż roczne odnowienie .pl u tańszego rejestratora (około 73 zł brutto). Domena kupiona u nich ma obsługę DNS w cenie, więc tańsza domena z zewnątrz nic nie daje 😳
Stąd biorą się te telefony o kwotach, które nie trzymają się kupy:
- 123 zł, kiedy jeszcze była promocja albo domena była u tańszego operatora bez dodatków,
- 260 zł, gdy do odnowienia po cenniku doszło „utrzymanie" i DNS,
- ponad 300 zł, gdy do tego doszła jeszcze pozycja pakietowa albo opłata za przywrócenie po terminie.
Za każdym razem mówimy o tym samym wpisie w rejestrze, który kosztuje operatora 50 zł netto rocznie.
A teraz najważniejsze zdanie tego wpisu: technicznie ta opłata nie jest potrzebna niczemu. Skierowanie domeny na cudzy hosting to jedna zmiana serwerów nazw w panelu rejestratora. Zajmuje minutę i nie kosztuje ani grosza. Nie ma tam żadnej usługi, za którą ktokolwiek musi płacić. Jest opłata za to, żeby wolno Ci było kupować gdzie indziej.
Jak to sprawdzić u siebie: weź ostatnią fakturę i policz, ile z tej kwoty to sama domena według cennika odnowień, a ile to pozycje wokół niej. Jeśli domena jest u jednego operatora, a hosting u drugiego, sprawdź szczególnie, czy któryś z nich nie liczy Ci osobno za „obsługę" tej drugiej strony układu.
Chwyt 5: kara za odejście
Najbardziej bolesny, bo ujawnia się dopiero przy wyprowadzce. Z publicznych opinii klientów wynikają trzy warianty:
- regulamin promocji z obowiązkiem odnowienia: skorzystałeś z taniej rejestracji, więc masz zobowiązanie na kolejny okres i przy transferze do innego operatora i tak trzeba zapłacić (opisywane kwoty to rząd 300 zł),
- opłata za przywrócenie domeny, gdy minął termin płatności: do ceny odnowienia dochodzi osobna pozycja,
- utrudniony kod
authinfo: u jednych klikasz go w panelu i masz od ręki, u innych klienci opisują wysyłkę pocztą tradycyjną i oczekiwanie liczone w tygodniach.
Jak sprawdzić przed zakupem, w minutę: zajrzyj do panelu i zobacz, czy kod do transferu jest dostępny samodzielnie. Brak takiej opcji to informacja sama w sobie.
Chwyt 6: pro forma z dopisanymi pozycjami
Odnowienia potrafią naliczać się automatycznie, a dokument do zapłaty generuje się sam. Klienci opisują pozycje, których nie zamawiali, dopisane usługi i rachunki, na których domena ginie wśród dodatków. U jednego z dużych dostawców przy płatności online z panelu dochodzi jeszcze opłata za samą płatność. Zwykły przelew z proformy jej nie ma.
Formalnie wszystko się zgadza: pro forma nie jest fakturą, a niezapłacenie pozycji to rezygnacja z niej. W praktyce zapłacisz całość, bo nikt nie ma czasu analizować, która z ośmiu linii jest potrzebna.
Zasada: zanim zapłacisz cokolwiek za domenę, sprawdź trzy rzeczy: czy nadawca jest Twoim rejestratorem, czy to faktura, czy oferta, i czy każda pozycja na dokumencie jest Ci do czegoś potrzebna.
Zrób sobie audyt w dziesięć minut
- Wypisz wszystkie domeny, które płacisz, łącznie z tymi „na wszelki wypadek".
- Przy każdej: u kogo jest, ile kosztuje odnowienie, kiedy wygasa.
- Sprawdź, czy DNS jest w cenie, czy jako dopłata. To samo z certyfikatem SSL.
- Sprawdź, czy da się przedłużyć samą domenę bez dokupowania czegokolwiek.
- Sprawdź, czy kod authinfo jest dostępny w panelu.
- Policz różnicę wobec 60-99 zł rynkowego odnowienia razy liczba domen razy trzy lata.
Punkt szósty zwykle robi największe wrażenie. Trzy domeny i różnica 150 zł na każdej to 1350 zł w trzy lata, za dokładnie ten sam wpis w rejestrze, identyczny u każdego operatora.
Jeśli płacisz też za serwer z pocztą, policz cały rachunek, nie tylko domeny. Usługę rozliczaną co kwartał łatwo przeoczyć, a po przeliczeniu na rok bywa największą pozycją. Jak to zrobić z faktur w kwadrans, pokazuję w osobnej poradzie: 3 200 zł rocznie za serwer i domeny.
Jak Ci w tym pomagam
Nie sprzedaję domen i nie mam z nich marży, dlatego mogę powiedzieć wprost, gdzie kupić taniej. Robię trzy rzeczy:
- Audyt tego, co masz: które domeny, u kogo, kiedy wygasają, ile realnie kosztują i które pozycje na fakturze są dopłatą za nic.
- Przeniesienie tam, gdzie jest taniej, bez przerwy w działaniu strony i poczty. Procedurę opisałem w jak przenieść stronę na inny hosting.
- Uporządkowanie bałaganu po poprzednikach: jedno miejsce zamiast czterech, firmowy adres kontaktowy, przypomnienia o terminach. Domena zostaje Twoją własnością, a ja jestem tylko osobą, która wie, gdzie kliknąć.
Chcesz wiedzieć, ile przepłacasz? Napisz do mnie i podaj swoje domeny. Odeślę wyliczenie na trzy lata do przodu: ile płacisz teraz, ile kosztowałoby to samo gdzie indziej i czy przeprowadzka w Twoim przypadku ma sens. Czasem odpisuję, że nie warto, bo różnica kilkudziesięciu złotych rocznie nie jest warta zamieszania. Za samo sprawdzenie nic nie biorę.
Więcej o samej strukturze ceny domeny: ile naprawdę kosztuje domena. A jeśli Twoją domenę zakładał kiedyś kolega albo informatyk, przeczytaj kto jest właścicielem domeny firmy, bo to osobny problem i potrafi kosztować więcej niż wszystkie dopłaty razem wzięte.
Najczęstsze pytania
Czy tańszy rejestrator to gorszy rejestrator?
Domena .pl to wpis w rejestrze NASK, identyczny niezależnie od tego, gdzie ją kupisz. Różni się cena i obsługa, nie sama domena.
Płacę za „DNS anycast". Czy to potrzebne? Rozproszony DNS jest dobrą rzeczą, ale u wielu dostawców dostajesz go bez dopłaty. Osobna pozycja w cenniku ma sens w naprawdę nielicznych zastosowaniach.
Czy przeniesienie domeny grozi przerwą w działaniu strony albo poczty? Nie, jeśli zrobi się to w odpowiedniej kolejności: najpierw poczta i docelowy DNS, potem transfer samej domeny. Jeśli domena ma włączony DNSSEC, zdejmij go przed zmianą serwerów DNS, w spokojny dzień.
Kiedy najlepiej się przenosić? Na 2-6 tygodni przed datą odnowienia. Transfer zwykle przedłuża domenę o rok, więc nie tracisz opłaconego okresu.